Pani M

10 krzyżyków na minutę 

Pani M. handmade’m zajmuje się od podstawówki, jak mówi zaczęło się „z pewnej konieczności”, bo nie było się w co ubrać i żeby dobrze wyglądać, trzeba było sobie radzić. Mama szyła, więc też nauczyła się szyć, robić na drutach i haftować.

Ciocia przysyłała z Niemiec „Burdę”, gdzie były wzory haftów, a ona nawet wypruwała nitki z innych wyszywanek, żeby mieć czym haftować. Dzisiaj to trudne do wyobrażenia,  ale  kiedyś  trzeba  było  sobie  radzić
na różne sposoby.

Po latach jak musiała leżeć w ciąży i chciała czymś zająć, haftowanie okazało się „najbezpieczniejsze”, bo w domach. gdzie są psy i koty – jak u niej – kłębki włóczki się nie sprawdzają, a płótno i mulinę można łatwiej schować, żeby uchronić przed zwierzęcym domownikiem.

Mówi „żeby zabić czas wsiąkłam  i  tak  sobie  haftuję  kilkadziesiąt  lat.
Nie zatapiam się  w  marzeniach  –  tylko  haftuję” . Marzenia  są  ukryte
w jej przepięknych, dopracowanych, precyzyjnych haftach.Haftuje codziennie i wszędzie, np na rehabilitacji, w kolejce do lekarza. Jest mało mobilna, ale jak ma stracić czas na dojazd , to woli posiedzieć

z robótką. „Jak leżę w szpitalu, to zawsze zabieram swój warsztat hafciarski, to zawsze przełamuje lody.  Każdy  się  zachwyca  i  panie  leżące
ze mną w pokoju i odwiedzający. Nawet jakby wolały żeby to była Matka Boska lub Papież, to i tak doceniają”.

Robi dla siebie, na prezenty, trochę sprzedaje, ale rzadko. Dla siebie zostawia – to co najbardziej lubi. Czasami haftuję coś, co wiem od razu że będzie dla mnie. Ale lubi też dawać swoje hafty  na  prezenty  –  to  cieszy  i  ją  i  obdarowanych.  Jak  ktoś  mnie  podejdzie  –  śmieje  się
to sprezentuję. Do sprzedaży to w Polsce właściwie nie ma na to rynku. Czasami ludzie kupują, żeby mieć na prezent. Do tej pory wyhaftowała kilkaset obrazków. Trochę poszło w świat,  kiedyś jej kuzynki z Kanady „pobiły” się o obrazki ptaków. „To było dosyć zabawne” – mówi.

Wzory do haftowania kupuje na e-bayu lub pobiera gotowe albo czasami rodzina daje jej w prezencie.  Zdarzają  się  przeceny,  ale  kupuje  je,
bo szanuje czyjąś pracę. Czasami można pobrać bezpłatnie wzory od Rosjanek (w Rosji też są popularne takie grupy) – są takie dni, że sporo wzorów jest za darmo i można je pobrać ne „edsach” w PDF-ie. Niektóre dziewczyny ściągają też wzory z Internetu. Sama nie projektuje. Projektowanie wzorów do haftu – to jest specyficzna forma grafiki i są projektanci, którzy specjalizują się w tej dziedzinie. Taki gotowy wzór, odlicza się na materiale, można go odrysować – to ułatwia życie, ale na takich małych nie potrzeba rysunku. Niektóre drobne rzeczy można wyhaftować ze zdjęcia gotowego haftu. 

Haftuje głównie obrazki, ale zdarzają się poduszki, aplikacje do torebek. To co robię w danym momencie zależy od mojego nastroju. Robi kilka robótek na raz, a nie tak, że zacznie jedną i kończy. Lubi wzory realistyczne lub takie dla dzieci.  „Wyhaftowałam  ostatnio  wilka,  który
do tego stopnia zawładnął moją wyobraźnią, że dopowiadałam sobie historyjki, układam własny film w głowie. To jest piękny wzór haftu”. 

Haftuje codziennie kilka godzin, a im gorsza pogoda tym więcej, nawet nie dlatego, że taki nastrój, tylko  dlatego,  że  siedzi  więcej  w  domu.
Na dworze nie da się haftować,  bo  słońce  odbija  się  od  materiału,  wzór  jest  mało  czytelny,  a  przy  wietrze,  podlatują  nasiona  i  pyłki
i „przeszkadzają”. Próbowała, ale czasami kończyło się to praniem (a pierze się  w  lekko  ciepłej  wodzie).  Chyba,  że  jest  zakryta  weranda,
to wtedy można haftować bliżej dworu. Dobrze haftuje się przy lekkich serialach, albo filmach przyrodniczych, a przy dwóch 45-minutowych odcinkach można już coś małego wyhaftować. Przy filmach wymagających zaangażowania nie da się haftować, bo i tu potrzebna jest koncentracja - trzeba liczyć krzyżyki. Wychodzi 10 krzyżyków na minutę. Na pewno jeszcze powstanie dużo haftów, bo oczy ma dobre Jednocześnie ma zaczęte kilka prac, bo lubi zmienność. Swojego ulubionego wilka robiła półtora roku, razem z innymi pracami.

Stosuje cienką kanwę 20-tkę, bo lubi takie drobniejsze. Nie lubi drukowanych, bo rozprasza ją tło „w ciapki”, woli sama liczyć. Lubi kanwy, płótno raczej nie. Nie ma przyjemności, bo do płótna potrzebny jest tamborek, a Pani M. nie używa. Kanwa nie „ucieknie”. Kiedyś trochę robiła do biżuterii na takim płótnie. Jeszcze zamierza spróbować  haftu  polskiego,  bo  jest  bardzo  plastyczny.  Sama  oprawia  swoje  prace.
Jak jest słaba mulina, słabej jakości i słabe barwniki to szybko później taki obrazek na ścianie płowieje, więc lepiej nie oszczędzać na tym. 

Właściwie nie ma takich intratnych zamówień komercyjnych. Kiedyś nie skorzystała z zamówienia do filmu, bo nie była w stanie zrealizować zamówienia w wymaganym czasie i dobrej jakości. Żeby zrobić coś dobrze potrzebny jest czas. „Ale myślę, że teraz to rękodzieło zaczyna być jednak coraz bardziej zauważane,  więcej  osób  się  tym  zajmuje,  bo  to  taka  przeciwwaga  dla  chińszczyzny.  Coraz  więcej  rzemieślników
i rękodzielników pojawia na różnych festiwalach”. Handmade jest kreatywny, bo sprzątanie, czy gotowanie to realna praca, ale ma krótki żywot, handmade to jednak coś trwałego.

Generalnie ona sama lubi labirynty, zagadki logiczne, jest spostrzegawcza – może dzięki kursowi szybkiego czytania. Niektóre wzory są skomplikowane i na drutach i w hafcie, potrzebne jest opanowanie techniki i umiejętności manualne. Nie wszystko potrafi zrobić na drutach, chociaż je lubi i jakby miała więcej czasu to robiłaby na drutach, ale haft jest numerem 1.

W Związku Buddyjskim uczy czasami grupy dzieci lub pojedynczo dorosłych, jeśli ktoś poprosi – to „oczywiście” najczęściej kobiety; mężczyźni zdarzają się rzadko i jeśli już to robią raczej duże rzeczy, częściej projektują grafiki.

Zaczynała w erze przed facebookiem na grupie „Haftowanko”. Panie  się  kontaktują  z  tej  grupy,  kilkadziesiąt  lat  z  różnych  stron  Polski
i świata. Teraz jest w kilku grupach na fb (zdjęcia zamieszcza na Fotosiku) oraz ma swój profil i tam pokazuje swoje prace. Nie czuje takiej potrzeby, żeby prezentować na jakiejś wystawie – może jak coś nazbiera, to spróbuje zrobić wystawę. Dziewczyny robią sobie czasami zawody na czas kto zrobi więcej krzyżyków w tygodniu. Są też konkursy, można w nich startować i zdobyć nagrody, ale Pani M. nie bawi się w takie konkurencje, ale  też nie ocenia pracy innych, nie tworzy rankingu. Docenia wszystkie prace swoich koleżanek. Lubi też konsultować z nimi zawiłości hafciarskie, a przy nowych technikach, jak np. przy koronce klockowej, która jest trudna mogą sobie wzajemnie wytłumaczyć pewne niejasności. Haft i inne techniki ma więc też działanie prospołeczne.

Dodatkowo Pani M. uważa, że haftowanie rozwija motorykę i rozpoznawanie kolorów, ale też angażuje emocjonalnie i to jest dobre zaangażowanie, bo można wejść do tego świata przełożonego na kolorowe krzyżyki, który jest inną wersją świata który jest obok i mieć go blisko. Haft kocha wielką  miłości  –  jest  dla  niej  odwzorowaniem  świata,  jej  wyhaftowanym,  może  nawet  tym  lepszym  światem,  takim
na wyciągnięcie ręki w którym są dobre i piękne wilki, ptaki, zwierzęta, przyroda..