Rozmowa z Aleksandrą 

Piękne szydełkowe historie 

1. Jaką dziedziną rękodzieła Pani/Pan się zajmuje ?
Szydełkowanie.
2. Kiedy nauczyła się Pani/Pan techniki/ technik którymi się Pani/Pan posługuje ?
Szydełkowania uczyłam się – pewnie jak większość moich rówieśników – w szkole. Ale to nie wtedy „złapałam bakcyla”. Wzorem do naśladowania była moja babcia Maryla. Zawsze, gdy do niej przychodziłam miała na stole rozłożone jakieś robótki. Raczej hafty. Do tej pory przechowuję obrusy przez nią wykonane. Ona była inspiracją. Pamięć o niej.
Do szydełkowania wróciłam dużo później przez przypadek – w  związku ze  stanem  zdrowia  przez  jakiś   czas   byłam   wyłączona
z pracy zawodowej. Już jako dorosła osoba.
3. Kto był Pani/ Pana "nauczycielem"/ "nauczycielką" ?
Moją nauczycielką była... przyszła teściowa! Ja byłam unieruchomiona ze wg na stan zdrowia. Potrzebowałam jakiejś rozrywki, bo miałam już powoli dość czytania książek... Teściowa dorabiała dziergając ozdoby 

Teściowa dorabiała dziergając ozdoby świąteczne – aniołki, gwiazdki, bombki. Poprosiłam ją, by mi pokazała wzór. Spróbowałam. Mój pierwszy aniołek był zrobiony tak ciasnym splotem, że nie trzeba go było krochmalić!
Pamiętam długie jesienno-zimowe wieczory, gdy siedziałam na kanapie i „walczyłam” ze wzorem. Spodobało mi się, że w tej „sztuce” tak dużo jest... matematyki! Naprawdę. Żeby  wzór  odpowiednio  ładnie  się  prezentował  praca  musi  być  sumienna,  nie  można  zgubić  oczka,
to od razu widać. Ja to widziałam... A jako, że lubię perfekcję (co bywa męczące, ale  nazwisko  zobowiązuje),  potrafiłam po  kilka  razy   pruć
i robić od nowa te aniołki...
I tak to się zaczęło.
Co ciekawe – jako osoba leworęczna – wzór zawsze wychodził mi jako odbicie lustrzane wykonywanego pierwowzoru. Np. gdy przy sukience aniołka wzór „skręcał” na prawo – u mnie zawsze skręcał na lewo. Nie dało się ukryć, który aniołek był zrobiony przeze mnie.
Teściowa miała swój autorski wzór na aniołka, którego się nauczyłam. Później zaczęłam szukać w czasopismach (to była era przed-internetowa) innych wzorów. Próbowałam z gwiazdkami, Mikołajkami, dzwoneczkami. Dziergałam trochę ubrań dla siebie, jakieś czapki, swetry, chusty...
Wracając do leworęczności – wszystkie wzory z gazet musiałam robić w odbiciu lustrzanym. To było dopiero wyzwanie!
Bardzo mnie zainteresowało i można powiedzieć „wciągnęło” to szydełkowanie. Znalazłam nawet program do projektowania wzorów. Sama zaczęłam wymyślać jakieś proste gwiazdki, „pamperki” (czyli maskotki). Sprawiało mi to wielką przyjemność. I choć większość moich robótek jest zaczerpnięta z gazet, teraz z Internetu (kopalnią są  strony  chińskie!),  i  jestem  raczej  odtwórcą  niż  artystą  w  tej  dziedzinie,
to jedno wiem: każdej robótce można nadać niepowtarzalną duszę. Zwłaszcza tym Mikołajkom, zabawkom... Wystarczy o milimetr inaczej przyszyć oczko, zrobić o pół milimetra dłuższy uśmiech, a wyraz twarzy tej postaci diametralnie się zmienia... To daje poczucie, że pomimo robienia wg często gotowego wzoru, to ja nadaję ostateczny kształt i charakter danej robótce.

4. Jaka była Pani/Pana motywacja, by nauczyć się określonej techniki/technik ? 
Motywacją było możliwość sprawienia innym radości nietypowym prezentem oraz nie ukrywam - chęć zrobienia dla siebie jakiegoś innego, oryginalnego swetra czy czapki. Wszyscy moi  znajomi  mają  w  swych  domach  moje  ozdoby  świąteczne,  miałam  przyjemność  wydziergać
dla gości dwóch wesel pamiątkowe serduszka... To miłe, gdy później oglądając ich zdjęcia np. choinek dostrzegam na nich swoje ozdoby... Cieszy mnie to niezmiernie, że może na chwilkę sprawiłam komuś radość...

5. Czy kontynuuje Pani/ Pan dzierganie aż do dzisiaj ? Czy była jakaś przerwa ? Czy przestała się Pani/Pan zajmować dzierganiem ?
Gdy  moje  dzieci  były  małe  nie  miałam  na  to  po  prostu  czasu.  Wróciłam  do  dziergania   (czyli  szydełkowania),   gdy...   dzieci   poszły
do przedszkola. To cudowna umiejętność, która pozwala się „wykazać” przy wszelkiego rodzaju festynach. :)
Dziergania – jak jazdy na rowerze – się nie zapomina. Traktuję to jak naukę nowego języka... Przy dzisiejszych możliwościach szukania inspiracji to naprawdę niesamowite, że mogę szukać pomysłów na stronach chińskich, francuskich, amerykańskich... Język zapisu wzorów jest wszędzie taki sam. To naprawdę wspaniałe.

6. Ile czasu poświęcała/poświęca Pani/Pan teraz na dzierganie w ciągu dnia, tygodnia, miesiąca?
Dziergam teraz z doskoku – przed świętami, na festyny, gdy ktoś ze znajomych mnie o coś poprosi. Wróciłam do pracy zawodowej, nie mam na to po prostu czasu...

7. Dlaczego zajmuje się Pani/Panu tą formą aktywności ? Co to zajęcie Pani/Panu "daje" ?
Traktuję to jako wspaniały rodzaj medytacji. Sprawia mi niesamowitą przyjemność, gdy mogę do tego wrócić... Myślę wtedy o tych wszystkich kobietach, które wspólnie darły pierze, szydełkowały, haftowały. Uważam, że to miało – poza artystycznym wymiarem – wielką moc terapeutyczną. Brakuje mi teraz tego...
Miałam kiedyś koleżankę, z którą razem „dziergałyśmy”. To było fantastyczne. Wspólna praca przy ploteczkach i śmiechu a często i w milczeniu jest bardzo relaksującym oraz krzepiącym doświadczeniem. Taki swoisty antydepresant.

8. Czy traktuje Pani/Pan dzierganie/ szydełkowanie/ haftowanie jako "aktywność" czy traktuje to Pani/Pan jako "odpoczynek" ?
Zdecydowanie odpoczynek. Choć praca  przy  tworzeniu  niektórych  rzeczy  –  np.  krochmalonych  gwiazdek  czy  serduszek,  to  długotrwały
i żmudny proces. Wypróbowałam już wiele technik krochmalenia i sprawdza się klasyczna – na cukier. Robię to dwukrotnie, robótka musi przeschnąć,  ale  nie  wyschnąć,  trzeba  to  przeprasować  i  ponownie  wykrochmalić.  Do  tego  utrwalam  robótkę  lakierem,  żeby  włóczka
nie chłonęła wilgoci. Od znajomych wiem, że ten sposób się sprawdza – moje „dziergoty” potrafią przetrwać kilka ładnych lat! Ten nakład pracy jest opłacalny. To cieszy.

9. Co Pani/Pan wykonuje ? Proszę wymienić.
Najczęściej – ozdoby świąteczne: jakieś zawieszki, gwiazdki, „pamperki” (w przedszkolu szałem  okazały  się  świąteczne  zawieszki-Minonki),
z doskoku ośmiorniczki dla noworodków („Ośmiorniczki dla wcześniaków” to taka akcja wzorowana na duńskich doświadczeniach – poniżej podaję linka do poczytania), ozdoby na wesela, jakieś drobnostki dla dzieci (czapeczki, opaski), czapeczki na czajniczki, zrobiłam kiedyś „skarpetki” na nogi od stołu, żeby nie rysował podłogi, etui na smartfona...

10. Czy jest Pani zadowolona ze swoich wyrobów ? 
Hmmm... Zanim osiągnę stan satysfakcji, często  muszę  przerobić  parę  razy  daną  rzecz.  Pewnie  to  dlatego,  że  rzadko  teraz  szydełkuję,
nie mam już tak wyrobionej ręki... Dlatego zanim zabiorę się do docelowej robótki, muszę ją wcześniej przetestować.
To zajmuje dużo czasu, ale daje satysfakcję.

11. Czy pokazuje je Pani/ Pan innym ? Komu...? W gronie rodzinnym ? Czy publikuje Pani/Pan fotografie swoich wyrobów ? Proszę wymienić portale, grupy, w jakich mediach ?
Jak już pisałam – większość rodziny i znajomych została  obdarowana  moimi  wyrobami.  Był  okres,  że  próbowałam  te  rzeczy  sprzedawać.
Ale przy tak dużej konkurencji to jest bardzo trudne. Nie wyobrażam sobie, jak można się z tego utrzymać. To jest naprawdę ciężka i żmudna praca...

12. Czy jest "cel" wykonywania tych wyrobów ? Czy robi je Pani Pani/Pan dla siebie ? Czy daje je Pani/Pan w prezencie ?
Nawet, jak zrobię dla siebie, to i tak większość rozdaję. Klasycznie – szewc zawsze chodzi bez butów... Ostatnio przed Świętami Bożego Narodzenia chciałam powiesić w oknie gwiazdki, ale okazało się, że wszystkie rozdałam w ramach prezentów... Obiecuję sobie co roku, że tym razem zrobię więcej, żeby zostawić coś dla siebie... I co roku mi nie wychodzi...

13. Czy zdarza się, że inni proszą, żeby Pani/ Pan ich nauczyła robótek ręcznych ? Proszę opowiedzieć.
Tak. Sporadycznie. Mój kłopot z nauką polega jednak na mojej leworęczności – trudno jest mi zaprezentować zasady osobom praworęcznym. Kiedyś nawet myślałam, by zorganizować takie specjalne zajęcia dla leworęcznych – dla nich opanowanie szydełkowania może być naprawdę trudne. Może kiedyś się za to zabiorę...
Ale bardzo bym chciała nauczyć szydełkować córki.  Niestety  –  obie  są  praworęczne.  Na  demonstracje  słupków  będziemy  zatem  jeździć
do mojej teściowej.

14. Jeśli je Pani/Pan przeznacza dla innych - to dla kogo ?
Rodzina, znajomi, rzadko sprzedaję (jeżeli już to oddaję do przedszkola/szkoły na festyny – zarabiają dzieci). Teraz robię to czysto hobbystycznie.

15. Czy zdarza się Pani/Panu sprzedawać swoje wyroby ? Jeśli tak, to gdzie, komu ? Czy traktuje to Pani/Pan jako zasilenie budżetu ? Czy istotny jest aspekt finansowy Pani/Pana pracy, czy to tylko "dodatek" ? 
Zawsze to był tylko dodatek. Nigdy nie chciałam rzucić pracy zawodowej dla szydełkowania. Chyba bym się z tego nie utrzymała. Nakład pracy jest ogromny, konkurencja duża... Wiem, ile czasu i serca wkładam w każdą robótkę. Więc wolę pozostać przy satysfakcji „czysto niefinansowej”.
Znam osoby, którym się jednak udało. To cieszy!

16. Czy słyszy Pani/Pan pochwały odnośnie swoich umiejętności czy wyrobów ? Kto Panią/Pana chwali ? Na co zwracają uwagę Ci którym się te wyroby podobają ? Czy czuje się Pani/Pan doceniona/y ?
Ciężko mi to obiektywnie sprawdzić. Znajomi chwalą moje robótki. Ale weryfikacją tego, czy im się faktycznie podobają są zdjęcia, które mi podsyłają na np. święta. W kolejnych latach widzę na nich swoje Mikołajki, gwiazdki w oknach, dzwoneczki na choinkach... To jest największa przyjemność i potwierdzenie tego, czy się podobają.
Moja siostra mieszka na granicą. Bardzo daleko. Rzadko się widujemy. Wiem, że dla niej te ozdoby to coś więcej... To dla mnie ważne.

17. Czy doskonali Pani/ Pan swoją technikę ? W jaki sposób ?
Często zabierając się za nową robótkę czegoś się uczę. Robiąc ośmiorniczki dla wcześniaków dyskutowałam na grupie z innymi „dziergającymi” i dowiedziałam się, jak należy wkłuwać szydełko, żeby ścieg był ciaśniejszy (to jest istotne przy wszelkiego rodzaju wypełnieniach, żeby nie „wychodziły”).
Nie ukrywam, że gdy czasem mam z czymś problem, szukam w Internecie. Jest ogrom filmów, przykładów jak wykonać dany ścieg, jakie triki zastosować, żeby robótka była ciekawsza... Wystarczy tylko dobrze poszukać. Teraz wszystko można znaleźć.

18. Czy zna Pani inne osoby, które zajmują się "robótkami ręcznymi" ? Czy jest Pani w jakiejś grupie ? Czy spotykacie się ? Realnie/przez internet ? Jak te spotkania wyglądają ?
Jak zaczęłam szydełkować „zaraziłam” tym koleżankę. Spotykałyśmy się na wspólnym dzierganiu. Miło to wspominam.
Gdy byłam w ciąży dowiedziałam się o akcji z ośmiorniczkami. To były początki, uczyliśmy się wszyscy, jak to robić. Była grupa na Facebooku, wymieniałyśmy się pomysłami, polecałyśmy sobie najlepsze włóczki.
Teraz nie mam po prostu na to czasu...

19. Jak Pani/Pan traktuje "robótki ręczne" osobiście i ogólnie ? Po co "to jest" ? Czemu służy ? Czy ma Pani/Pan jakieś przemyślenia na ten temat ?
Wspominałam to już wcześniej – dla mnie jest to forma jakieś medytacji. Zwłaszcza, jak robi się powtarzający się wzór. Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, ale  to  trochę  jak  modlitwa,  np.  różaniec.  „7  półsłupków,  2  słupki,  pikotek,  zamykamy  oczkiem  ścisłym  i  znowu –
7 półsłupków...” Zawsze mnie to relaksowało. Do tego ta świadomość, że komuś sprawię radość. Że może ktoś, jak będzie miał słabszy dzień, spojrzy na Mikołajka a on swoją magiczną mocą przegoni czarne chmury?... Że goście weselni znajdą wśród  pamiątek  szydełkowe  serduszko
i wspomną te cudowne, wspólne chwile?... Że płaczący noworodek chwytając macki ośmiorniczki znów poczuje się bezpiecznie jak wtedy, gdy w brzuchu u mamy łapał pępowinę i po prostu spokojnie zaśnie?...
W tym zagonionym świecie dla mnie to forma ucieczki. Wyciszenia. Ukojenia.

20. Czy chciałaby Pani/Pan opowiedzieć jakąś historię związaną z zajęciem/ robótkami, którymi się Pani/Pan zajmuje ? Czy przydarzyło się Pani/Panu coś ciekawego ? Jeśli zgodzi się Pani/Pan na publikację historii na stronie internetowej oraz w publikacji proszę o informację o zgodzie oraz ewentualne podanie imienia (wtedy byłoby idealnie :) Na górze znajduje się też kontakt do mnie.
Jedną z ciekawszych „szydełkowych” przygód przeżyłam dzięki  znanej  Pani  cioci  mojego  męża  –  K. M. Ciocia  wraz  z  gronem  znajomych
z pracy postanowili pożegnać kolegę odchodzącego na emeryturę przygotowując mu w prezencie coś wyjątkowego, czyli... „pamperka” (jak to w Poznaniu mawiamy na maskotki) - jego szydełkową miniaturkę. To była wspaniała przygoda. Duże wyzwanie. Pan Rysiu powstawał zespołowo – ja zrobiłam głowę z bujną czupryną i wąsami, korpus  oraz  butki.  Inna  osoba  uszyła  ubranko,  ktoś  dorobił  okulary...  Dodam,
że pana Rysia nie widziałam na oczy. Efekt zaskoczył chyba nas wszystkich – „mały pan Rysiu” był jak żywy! Z tego co wiem prezent bardzo się obdarowanemu spodobał. Trafił nawet do specjalnej gablotki, która zabezpiecza go przez łapkami wnuków chcących się „dziadkiem Rysiem” pobawić. :)