Rozmowa z Szarotkami Warszawskimi

Szarotki Warszawskie - Zgrana wspólnota

Szarotki warszawskie, 19.08.2020

Spotkania Warszawskich Szarotek w Parku Krasińskiego w porze letniej i ciepłej, kiedy nie pada deszcze odbywają dwa razy w tygodniu, w soboty o 12.00 i wtorek o 11.00

Panie to: Beata, Maryna , Irena, Grażyna, Elżbieta, Jola, Ewa, Marta, Magda

Mówią, że takich grup jest dużo. W Warszawie w takich grupach spotyka się około 300 osób.

Historia Szarotek:

Szarotki wzięły się stąd, że koleżanka jakieś 10 lat temu porozmawiała ze swoimi pracodawcami, w biurze architektonicznym na ulicy Szarotki (stąd nazwa) – czy mogłaby się spotykać ze znajomymi w soboty w wolnym pomieszczeniu - albo jej było nudno, albo się chciała z kimś pospotykać. Ogłosiła więc wśród koleżanek, że będą takie spotkania i tak się zaczęło w gronie 10-15 pań, bo na więcej nie było miejsca. Potem były spotkania w Warsztacie Warszawskim, potem na Wareckiej, a potem trafiły na Młynarską i tam się spotykają regularnie do dzisiaj.

Grupa z Parku Krasińskiego

Część grupy, czyli taka odnoga – stęskniona wspólnych spotkań, wymyśliła po pandemii, żeby odbywały się na świeżym powietrzu, rzecz jasna wtedy kiedy pogoda na to pozwala.

Panie w różny sposób trafiały na grupę: jedne gdzieś usłyszały, inne przez koleżanki.

-Mamy krzesełka wędkarskie, poduszeczki, kocyk, żeby wysiedzieć te 2-3 godziny.

-Przyjeżdżamy z różnych miejsc w Warszawie, Białołęki, Targówka, Woli. Najbliżej ma Pani Irena, która mieszka niedaleko Parku Krasińskiego. Kiedyś jak zaczął padać deszcz uciekłyśmy do samochodu.

 

Koktajl

Robią w różnych technikach: na szydełku, drutach, frywolitkę na czółenku. To się robi taki koktajl. Robią i rozmawiają. Mówią, że obrabiają tymi robótkami siebie i rodziny. Raczej nie sprzedają. Powstają sweterki, kominy, szale, chusty, czapeczki, serwetki, firanki, mitenki, szaliki, biżuteria… Wszystko pięknie zakomponowane. Można patrzeć z podziwem, pozazdrościć wprawy i sweterków jak piórko albo bajecznych chust…

Historie

Magda, pielęgniarka, czyli siostra Szydełko nazwana tak w swoim szpitalu mówi „dziergałam w domu z mamą – śmiałam się, że my takie prząśniczki siedzimy. A potem poznałam dziewczyny i jestem z nimi. Przychodzę tutaj nawet po nocnym dyżurze. Piję kilka kaw, i dziergam sobie, muszę tu być z dziewczynami.” Pudełka po butach z wełną są porozkładane po całym domu. Powiedziałam mężowi, że nie będę kupować, ale jak dostanę to co innego. To Szydełko to stąd, że kiedyś przodowało szydełko, ale teraz wolę druty. Prowadzę też Bloga Siostra Szydełko. A teraz jako naczelna druciara będę robić sweter dla zakonnika, który przychodzi do szpitala. Za 2 pary sandałów.

 

Marta: Moja córka zaczęła fotografować. W Ustroniu odbywa się taki zjazd „Twórczo zakręceni” Byłyśmy kilka razy, i ja się w to dzierganie po długiej przerwie wkręciłam. Trafiłam na grupę na fb, 1,5 roku temu. Ja musze mieć coś użytecznego, nie chcę robić obrazków na ścianę. Robię takie kokonki dla zwierzątek jeżyków i wiewiórek dla fundacji zajmującej się jeżami. Ja się śmieję, że te swoje zgromadzone włóczki przerobię jak przejdę na emeryturę, a jak nie będę miała pieniędzy to będzie w sam raz. Ja jak coś zrobię i mi wyjdzie to jestem szczęśliwa, np. koszyczki dla jeży i wiewiórek. Teraz chcę zrobić wzór czapki szopa dla Fundacji Jeży.

 

Beata: „A ja zaczęłam robić z lenistwa, bo zauważyłam, że jak coś robiłam, to mama się nie czepiała, jak nic nie robiłam to mama zaraz kazała mi coś robić. Jak mama wchodziła do pokoju, to albo czytałam, albo robiłam coś na drutach i wtedy był spokój”. A teraz moje dzieci wiedzą, że jak Mama liczy, to nie można podchodzić, bo muszę skończyć to liczenie.

Złożyłam w budżecie partycypacyjnym wniosek o naukę dziergania w domach kultury i okazało się, że wniosek przeszedł i cieszy się w domach kultury dużym powodzeniem. Beata

Nigdy nie miała problemu z obstawą warsztatów. Projekt zakładał zajęcia w 6 miejscach, ale jest zapotrzebowanie na 15. Wszyscy chcę te zajęcia. Taki jest dobry oddźwięk.

Zawsze znajdzie się taki element, który zachęci daną grupę wiekową.

A teraz robię takie skarpetki Vauvan sukka, które mają swoją wojenną historię: Matka Terttu Latvali, Kerttu Latvala, była w drodze, ze swoją 2-miesięczną córeczką Tuulą na początku 1940 r., aby uciec przed wojną. Podróż pociągiem z Vaasa została przerwana, gdy tor został uszkodzony z powodu bombardowania. W pociągu siedziała emerytowana nauczycielka rękodzieła, któremu żal było małego dziecka bez skarpetek. Dlatego podczas naprawy toru spruła kawałek swetra i zrobiła na drutach skarpetki.

W ciągu swojego życia Kerttu Latvala robiła na drutach kilkaset skarpetek z tym samym wzorem, nowe skarpetki, wtedy gdy w kręgu znajomych rodziło się nowe dziecko.

Skarpetka jest nie tylko piękna dla oka, ale bardzo dobrze trzyma się sto

https://translate.google.com/translate?hl=pl&sl=fi&u=https://www.taitoep.net/muut/junasukka-ohje&prev=search&pto=aue

 

Maryna: „A ja jak miałam coś iść to wolałam w wieku 4 lat szyć ubranka dla lalek. W szkole podstawowej robiłam już czapki za pieniądze”.

 

Grażyna: chodziłam do Pałacu Kultury na warsztaty tkackie, na frywolitkę jeździła na warsztaty do Torunia, ale brakowało jej spotkań – i to dzięki Małgorzacie Polańskiej-Kubiak trafiła na Lęborską, gdzie spotykała się taka grupa, a z Lęborskiej trafiła na szarotki i tak to się ciągnie. Teraz to łatwiej, bo można znaleźć grupy na facebooku.

 

Irena: Wciągnęłam się w to dzierganie w szkole podstawowej, a Mama to podtrzymywała, kupowała, książki, włóczki do dziergania…

Swetrów i serwetek nie ma co, bo i tak jest dużo

Rozmowy

-Rozmawiamy o kolorach, o wełnach, o włóczkach, o nowych wzorach, o nowych kolorach, o kwiatach, dzieciach, depresjach, tylko nie o polityce. Jak ktoś nie będzie mówił o polityce to niech przychodzi i dzierga. To jest grupa otwarta, każdy może dołączyć. Pani Irena w sierpniu – po prostu spotkała panie z grupy Szarotki w parku Krasińskich, podczas ich sobotniego spotkania pod drzewem… i po prostu dołączyła.

 

-Tu wiek nie ma znaczenia to jest ponadwiekowe. Najmłodsza jest Ela, po 30-tce, a niektóre jesteśmy na emeryturze, mamy wnuki. Na Młynarską przychodzą i młodsze i starsze. Raz przyszła Pani, ponad 90 lat, i też czuła się z nami dobrze.

 

Beata: jak był covid i wreszcie zorganizowałyśmy to spotkanie, to mój mąż powiedział, „jak to dobrze, nareszcie”. Lepiej się czuje jak się spotkam z koleżankami. Rozmawiamy o babskich sprawach. Jest mi lepiej. Przyjeżdżam tu samochodem aż z Białołęki.

 

-Jak którejś czegoś potrzeba mamy swoje wsparcie, możemy na siebie liczyć.

 

Jola: „Każda z nas ma ileś lat życia za sobą i każda ma coś do zaproponowania”.

 

-Ja nie pracuję, uważam, że trzeba wychodzić do ludzi. A przy tym covidzie, to było cudowne, że można było w końcu gdzieś wyjść.

 

-Teraz pracujemy w domu, a tutaj są „tajne komplety”.

-Pierwsze spotkania po covidzie odbywały się na skraju ławek. Teraz jesteśmy bliżej siebie. Kiedyś przyszła straż, ale popatrzyli, że to tylko „staruszki”, to sobie poszli.

 

Druty czy szydełko ?

-Szydełko jest trudniejsze. Na drutach można podpruć, a na szydełku jak się zrobi błąd to trzeba pruć wszystko aż do błędu. Szydełko jest takie czołgowe, toporne. Druty są lżejsze, takie pracujące. I dzianina jest miększa. Dają więcej możliwości.

 

-Akcesoria są drogie, druty, szydełka. Tyle kasy utopione w tych narzędziach, ale nie psują się.

Niektóre koleżanki mają już ‘testamentowo’ określone, komu rodzina ma przekazać te akcesoria. Druty dobrej jakości kosztują nawet 400 zł.

 

-Jak się skończy jeden sweterek, trzeba zacząć nowy. A najgorsze jest jak zrobimy coś i nie mamy pomysłu na kolejne. To jest straszne.

 

-Codziennie trzeba zrobić chociaż dwa rządki, bo jak nie to człowiek chory. Inne zajęcia nigdy nie są ważniejsze. I z tych dwóch rządków robi się 2,5 godziny.

 

-Mam koleżankę, która nie chce zacząć, bo się boi, że jak wsiąknie to już nie przestanie ; )

 

-Można mieć kilka robót nazaczynanych, ale niektóre dziewczyny mają po jednej.

 

Beata: Czasami robię w poczekalni do lekarza, w różnych miejscach. I kiedyś podeszło do mnie małżeństwo po 80-tce i okazało się, że to pan dzierga, a pani nie.

 

-Teraz podczas szkoleń czy wykładów on-line to ja sobie dziergam.

-Był taki pomysł, żeby na nudnych zebraniach dziergali, ale to jednak nie wypada.

 

Irena: mnie nie przeszkadzałoby żeby moi studenci podczas wykładów sobie dziergali, kiedyś w latach 80 studentki sobie dziergały pod pulpitami.

 

Beata: ja dziergałam na lekcjach w szkole.

 

-Czapki sprzedawałam po 5, rękawiczki po 10 zł.

 

W tym roku dzień dziergania w miejscach publicznych – był online, ale panie dziergały w ogrodzie.

 

-Każda z nas ma zapasy, wełen, włóczek.

 

Beata: dobre skarpetki powinny kosztować 150 – 200 zł. Dobra włóczka jest droga, a i tyle pracy. Teraz robię takie skarpetki z historią, ale pomysłów mi nie brakuje.

-Ludzie nie doceniają tej pracy, nie zdają sobie sprawy ile to wysiłku. Rzadko się coś sprzedaje, ale są dziewczyny, które mają firmy.

-A kiedyś zaczynało się, też od tego, że nie było kiedyś niczego, a to jak się zrobiło to było inne.

 

-Wzory można brać z Internetu, albo z głowy. Jest taki portal Raverly, gdzie są wzory płatne i niepłatne.

 

Na święto flagi na skweru Bartoszewskiego robiły biało-czerwoną flagę. To był pomysł Urzędu Gminy i stamtąd były pieniądze.

 

-Przygotowujemy się teraz do oplecenia drzewa, tego co pod nim siedzimy.

 

Spotkania

Wolimy dzierganie niż sprzątanie.

 

Kiedyś pojechałyśmy razem do Wilna, bo tam jest dużo więcej sklepów z włóczką. Pokupiłyśmy sobie różne włóczki. Zawsze jest tak, że każda ma każda ma w zapasie nieprzerobione.

 

Są takie targi rękodzielnicze w Barcelonie i Maryna się na nie raz wybrała.

 

A jedna z koleżanek była pod sklepem słynnego projektanta Stevena Westa w Amsterdamie, to jest dopiero „coś” dla dziergających.

 

Są organizowane Dni dziergania w miejscach publicznych – w maju, czerwcu, na Placu Zamkowym, w Ogrodzie Krasińskich.

 

-Ale jak któraś pani chce się tutaj nauczyć techniki, której nie zna – to jak najbardziej nauczymy.

 

-Wymieniamy się też informacjami na temat włóczek, czy się zbiega, czy gryzie, czy się sypie, albo umawiają się na wspólnie zakupy, żeby było taniej.

 

-Brak tu rywalizacji miedzy nimi, ale są grupy, w których nie wypada robić z tańszej włóczki. -Zależy kto narzuca ton. Tutaj nie ma przywódczyni.

-Tam gdzie chodzi o kasę, pojawiają się niesnaski

-U nas tego nie ma.

 

Co daje takie wspólne bycie ?

Grażyna: w książce „Efekt wioski” Susan Pinker – jest wyjaśnione to czego potrzebujemy – „kontakty twarzą w twarz mogą uczynić nas zdrowszymi, szczęśliwszymi i mądrzejszymi”.

 

-To dzierganie to jest takie uzależnienie. To złodziej czasu, ale taki przyjemny, kreatywny.

Zdjęcia wykonała Małgorzata Jaszczołt

Projekt strony internetowej: Szymon Jaszczołt

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now